Ogólny misz-masz!

Dobry Bobry dziewczyny :)

Jak tylko załapałam się na dzień wolny od pracy to i tak musiałam spędzić go aktywnie. Oczywiście między innymi biegając po sklepach ;) Dla zaciekawionych do TK Maxx zwieźli dość sporo kosmetyków marki NARS i tym podobnych, można wyrwać paletki rozświetlaczy od Too Faced za jakieś 80 zł, ale jedynie w Galerii Malta Poznań, bo w Avenidzie to śmietnik istny jest.

Dobra, ale do rzeczy. Ogółem mam parę nowości, które pragnę Wam przekazać, opowiedzieć itd.
Parę miesięcy temu pozwoliłam sobie zareklamować stronę Paatal.pl, która aktualnie przeżywała lekką jesień i powoli zmieniając miejsce przebywania, znowu zaczyna wracać do życia. Ufam, że dość szybko, bo zaczynam ją zdradzać. A z kim?


No nie mogłam się nie zakochać! Wiem, że dużo z Was kupuje na Mintishop albo e- zebra, ale Cocolita ma dla mnie to, czego szukam. Poczucie, że nie grzebię w śmietniku kupując tak marne rzeczy i ciesząc się z okazji za 2 zł. Błagam. Nawet ja, chodząca biedota w sukience, nie mam ochoty wybierać między cieniami dobrymi za 19 zł a do NICZEGO za 2 zł.
I to mi właśnie oferuje Cocolita. Totalny komfort zakupów. Nie mówię, że mają wszystko great, ale trzymają poziom w doborze produktów i nie wciskają byle czego, aby wcisnąć. Oczywiście dorwiecie wiele promocji, ale kochane- sama strona ma takie ceny, że Rossmann może się iść..w krzaki.
Dobra, plusy Cocolity- dają bonusy do zamówienia, dają 5% za opinię, niestety nie połączy się dwóch w jedno nawet, a szkoda, bo złotówka obniżki albo dwa złote naprawdę nie jest odczuwalna.
Minus- brak płatności PayU i przez to wysyłka jest dzień później. To oznacza, że zamówisz w niedzielę, zainkasują w poniedziałek, we wtorek skompletują i wyślą, albo w środę wyślą i albo masz w piątek albo w poniedziałek następnego tygodnia. Droga Cocolito...czas przyspieszyć ten proces ;)

Czas na wymienienie ostatnich moich zdrad. Zacznę od produktów na plus.

Golden Rose Vision Lipstick
kolor 109
Mój pierwszy od bardzo dawna zakup marki Golden Rose. Dotąd bowiem kojarzył mi się z Lemaxem, niszową firmą robiącą buble i sprzedająca je na rynku na straganie. Takie były jej początki, nie oszukujmy się. Ale cóż, miałam pewien niesmak i brak odwagi, by sięgać po to.

Wybrałam kolor nudziakowy, w miarę naturalny i przyjemny, pasujący do każdej stylizacji.


Szminka jest lekko satynowa, trwała i połyskująca. Co mi się w niej podoba to kremowa konsystencja i fakt, że po namalowaniu nie muszę zmywać szminki z zębów oraz innych części twarzy. Mamy niestety takie odruchy, że dotykamy ust, policzka, nosa, w prostej codziennej gestykulacji, a potem szminka pojawia się na nosie O.O Ta szminka tego nie robi. Mój faworyt.
Cena: uwaga, na Cocolita za niecałe 10 zł!!


Ardell sztuczne rzęsy Demi Wispes
Parę lat temu chciałam użyć sztucznych rzęs. Kupiłam w chińskim sklepie z chińskim klejem, a gdy nie mogłam otworzyć tubki to rzuciłam nimi w kąt. Postanowiłam jednak podejść do tematu profesjonalnie, teraz kiedy mam tego bloga, trochę doświadczenia i zaczynam się nudzić. Dlatego poświęciłam trochę czasu na szybkie sprawdzenie opinii o rzęsach dla początkujących, jaki klej itd. Trafiło, że Cocolita ma bardzo dobrą cenę dla takich rodzynków jak ja. Za 30 złotych dostajemy dwie pary klasycznych kocich rzęs Demi 120, klej Duo i dziwne narzędzie mające być pencetą bez ostrych krawędzi.
Niestety kochane...bez obejrzenia tutoriali, poświęcenia trochę czasu i praktyki będziecie mieć problem z rzęsami. Jednak sam produkt jest bardzo fajny. Rzęski są bardzo ładne, miękkie, leciutkie i cudownie ukształtowane. Gwarantuję Wam spojrzenie jakiego mężczyzna nie zignoruje.
U mnie to wyszło tak:
Różnica jest na tyle ogromna, że bez nich teraz czuję się kompletnie jak bez rzęs xD
Cena: na Cocolita 29,90 zł za zestaw, klej koło 20 zł, pary rzęs od 15 zł.

Kochane teraz czas na najgorsze produkty z jakimi miałam do czynienia.

MUR Mermaids Forever

Nie oczekiwałam od tej palety cudów. Na szczęście nie należy do mnie i nie muszę się z nią męczyć na co dzień. Oczekiwałam jedynie pigmentacji. Pal licho osypywanie się, rolowanie, ale na te 5 minut mieć cień na powiece! Próbując na palcach miałam nawet pozytywne myśli, zresztą patrzyłam po swatchach na internecie i kurcze...dziewczyny ja nie wiem co wyście miały na powiekach, ale na pewno nie te cienie.
Zero pigmentacji, próbowałam zielenie, fiolety, niebieskie i burgundy. Wszystkie się osypują, nie zostawiają praktycznie nic koloru, a to, co ewentualnie widać na powiece to są mega plamy bez ładu i składu. Blendowanie czystym pędzlem nic nie dało. Mój Quatro od Wibo daje się zblendować a paleta za 40 zł nie? Ale co się dziwić jak 20 cieni/40 zł= 2 zł za cień. Ewidentny poziom firmy Lemax albo Lambre.
Naprawdę próbowałam coś stworzyć, ale poddałam się i oddałam cienie właścicielce. Jedynie nakładając na mokro można coś osiągnąć tymi cieniami, ale nie mam siły wymuszać na paletce czegoś co nie daje.
Moja Acid Brights za 19 zł (12 kolorów) bez techniki na mokro daje ładne cienie. Nie, sorry, to po prostu kompletna klapa miesiąca! KLAPA. Nie polecam.
Cena: Cocolita 39, 90 zł

NAJWAŻNIEJSZE

Mój blog został w tym roku zgłoszony do prestiżowego konkursu lokalnego, którego patronatem jest Głos Wielkopolski:

MISTRZOWIE URODY

kat. blogerka urodowa



Aby zagłosować na mnie wystarczy wysłać SMS o treści UBU.8 na numer 72355
koszt 2,46 zł z VAT.

Jest to dla mnie bardzo ważna nominacja i otwiera wiele możliwości. Pamiętajcie, że cały blog właściwie opiera się na tym, co kupuję, niczego nie dostaję, nie mam sponsorów ani umów na promowanie żadnego portalu kosmetycznego. Robię to jedynie dla Was moich znajomych dalszych i bliższych, dla zupełnie obcych, dla młodych i starych. Służę radą i pomocą. Dlatego jeśli kiedykolwiek mój blog Ci pomógł, doradził, rozśmieszył albo zaciekawił to wyślijcie na mnie tego SMSa :) Liczę, że pomożecie mi się rozwinąć. Buziaki!

Podkłady- moje opinie

Cześć dziewczyny!

W dzisiejszym poście chciałabym Wam opowiedzieć co nieco o podkładach. Często do mnie piszecie z zapytaniem jakie powinnyście kupować, kierując się pewnymi zachowaniami Waszej cery. Ten wpis pozwoli Wam na poszerzenie w pewnym stopniu tej wiedzy.

Oprę się jedynie na swoich własnych podkładach, które używałam i używam naprzemiennie.

Jak widzicie moja rozpiętość w kolorach jest dość cykliczna-> zaczęłam wiosną, lato, jesień i zima :)

No to lecimy!

Astor skin match protect
Porcelain
Producent obiecuje nam trwały, nawilżający podkład z filtrem UV, który jednocześnie ładnie scali się ze skórą i nie powoduje efektu maski.
Moja opinia: jest to pierwszy mój produkt z półki wyższej niż Wibo albo Miss Sporty. Wierzcie bądź nie, ale póki go nie kupiłam moje pojęcie makijażu rozbijało się o korektor i puder prasowany. Także specjalnie przed zakupem obejrzałam odpowiednio dużo swatchy oraz filmików na YT.
Podkład Astora ma bardzo lekką, ale zwartą konsystencję. Rozprowadza się bardzo fajnie zarówno pędzlem, gąbką jak i palcami. Nie pozostawia smug. 
Zgodnie z obietnicami producenta idealnie stapia się z moją cerą, nawilża ją i co ważniejsze- nie zapycha. Jeśli chodzi o moje pierwsze podejście z podkładami trafiłam w 10! Astor stworzył naprawdę mega dobry produkt, który wszystkim mogę polecić.
Cena odpowiednio Rossmann około 60 zł, cocolita.pl -> 30 zł.

Astor Mattitude Antishine Control
color 102 Golden Beige

Producent niemal to samo obiecuje, co w przypadku Skin Match protect, ale z naciskiem na zmatowienie skóry i schowanie wszelkich niedoskonałości.
Moja opinia: różnice między powyższym a tym podkładem rozpoczynają się już od samej konsystencji. Skin Match jest lekki, a Mattitude ciężki. Należy go nakładać dość szybko i sprawnie inaczej zastyga. Skin Match nie jest w pełni kryjący. On ma jedynie służyć za lekką, ładną korektę koloru twarzy, wyrównując, ale nie tworząc maski.
Mattitude też nie mogę powiedzieć, że maskę tworzy. Jest specyficzny i na pewno laik nakładając go zrobi sobie plamy na twarzy. Dlatego albo nakładajcie mokrym BB albo naprawdę sprawnie i szybko. W efekcie podkład da Wam naprawdę ładne krycie i zadowolenie na cały dzień.
Rossmann 35 zł, na ezebra- 18 zł.

AA Makeup No.1
podkład wypełniający zmarszczki
Tego podkładu w tej właśnie wersji raczej nie znajdziecie już na rynku. Jakieś pół roku temu AA wprowadziło nowy wizerunek swoich podkładów i podzieliło je na dwie wersje: Filler oraz Sattin.
Warto jednak przeczytać o tym kosmetyku, aby mieć w ogóle pojęcie jak różne są produkty.
Producent obiecuje wygładzenie mniejszych zmarszczek i nawilżenie na cały dzień.
Moja opinia: bardzo mało wydajny kosmetyk. Podkład lejący się, wodnisty, ale kurcze fajnie się rozprowadza. Kolor odstaje od mojej bladej mordki, ale z podziwem patrzyłam jak jednak się z nią w jakiś sposób scala i nie wyglądam jak w masce. Moje zmarszczki na razie są tak drobne, że nie zwracam właściwie na nie uwagi. Inna sprawa jest też taka, że nie wpycha mi się ten podkład wyłuszczając je mocniej jak to mogą czynić inne produkty. Spełnia zatem swoją rolę. Nie obciąża, nie denerwuje, ładnie zastyga, ale nie jak skorupa. Po prostu jak krem koloryzujący. Niestety jest mniej trwały i te 8h jest takim maximum.
Cena: nowe formuły od 20 zł w górę, do 30 zł max.

Revlon ColorStay
Ivory sucha i normalna cera

Revlon jest niemal godny osobnego tematu. Polski producent ma tak rozwiniętą gamę kolorystyczną plus docelową, że naprawdę ciężko jest po prostu wejść i kupić odpowiedni produkt. W przypadku innych producentów możemy tak zrobić. Dlatego najpierw Was uświadomię.
Revlon ColorStay ma dwie linie: do cery suchej i normalnej oraz do tłustej i mieszanej.
Podkłady do cery suchej i normalnej są rzadsze, bardziej nawilżają i mają mniejsze krycie, bo chodzi o to, aby jednak nawilżyć podkładem, a nie koniecznie coś zakamuflować.
Podkłady do cery tłustej i mieszanej są gęste i tworzą efekt maski. Kamuflują bardzo dobrze i zakrywają wszystko. Dodatkowo nieco pochłaniają sebum, więc skóra się nie świeci.
Macie wersje w butelkach i nowe z pompką.
Moja opinia: wybrałam kolor Ivory biorąc pod uwagę, że jestem bladziochem, a u mnie w Rossmannie nie ma stanowiska Revlonu, co uważam za cios prosto w serce! Podkład ma swoje plusy i minusy. Nie zgrywa się z każdą bazą albo kremem. Może się warzyć. Zostawia ślady na włosach przy skroniach. Jednak nawilża i jednocześnie mocno kryje. Krycie= zapychanie. Co prawda czas już na wiosenne oczyszczanie dogłębnie twarzy, ale jednak...no jednak! Trzeba gruntowanie i dokładnie ściągać ten podkład z twarzy,bo naprawdę nawet tonik jeszcze ściągał. Także ma plusy i minusy. Ale nie żałuję wydanych na niego pieniędzy. Gorzej, że zaczyna się wiosna i muszę wrócić do lekkich formuł ;)
Cena: Rossmann około 70 zł, cocolita 30 zł

Missha BB cream signature complexion
coordinating
Koreańska marka, która słynie z naturalnych produktów, bardzo dobrych opinii i w miarę wysokich cen. Obiecują nam nawilżenie, oczyszczenie i wygładzenie.
Moja opinia: konsystencja zwarta, ale gładko się rozprowadza. Kolor jaki mam lekko wpada w zgaszoną zieleń, ale po rozprowadzeniu ujednolica się i wyglądam jak człowiek a nie Shrek. Nawilża. To mogę powiedzieć. Wyrównuje i wygładza. Nie obciąża. Dostałam go w prezencie od mojej Pani Kierownik (Pozdrawiamy Wiolettę :D ) Szczerze powiem, że jest to bardzo trafiony podarunek i głęboko zastanawiam się nad poszerzeniem produktów tej marki, pozbywając się Ziajek i innych.
Cena: w sklepach Missha około 100 i wyżej, w internetach można zgarnąć nawet za połowę taniej.

Jak same widzicie trochę tych podkładów posiadam. Ulubieniec numer 1 właściwie powinien trafić już do śmieci, bo zostało na dnie trochę tego dobra. 
Wybór podkładu jest o tyle ciężki, że te dobre kosztują niestety troszkę pieniędzy. Wstyd za to iść do sklepu, poprosić o próbkę, bo często ich nie ma, albo nie zrobimy sobie podkładem próbnego makijażu. Możemy zrobić linię na żuchwie, ale nie da to nam gwarancji, że pokryje nasze góry i doły.
Starajcie się po prostu czytać ze zrozumieniem etykiety producentów, szukać swatchy, ocen i filmików produktowych. 
Osobiście chciałabym kiedyś dla Was zrobić taki szeroki swatch z jakąś dobrą polską marką kosmetyczną z możliwością wygrania jakiegoś zestawu. Może uda mi się jakąś namówić do współpracy. Piszcie z jaką byście chcieli! :)

Na koniec drobne uwagi:
- pamiętajcie, że każdy Wam może doradzać i wskazywać kierunki odnośnie wyglądu czy makijażu, ale nie zapomijacie, że liczy się przede wszystkim to, co wy sądzicie. Możecie skorzystać, nie musicie. Nie uczyni z Was to mega profesjonalistami, ani nie zrobi ignorantami. Mnie doradzono wygolić 1/3 brwi i zrobić przysłowiowy palec brwiowy zamiast łuku, który tak kocham unosić w robocie. Nie skaczcie zawsze jak wam każą.
- jeśli macie jakieś pytania, problemy i zagadnienia jakie mam poruszyć to piszcie w komentarzach, na priv, na maila. Naprawdę Wam doradzę :) czy dobrze czy źle nie wiem, ale spróbuję :)
- chcecie bym była perfekcyjna? Nie będę. jestem taka jak Wy. Mam niedoskonałości, makijażu wiecznie się uczę, ale i tak w pewnych momentach mam ochotę to rzucić. Nikt nie jest perfekcyjny, nie musi być. Kto chce ode mnie przyjmować rady ten przyjmuje, kto nie chce i uważa, że mu nie pomagam bo wizerunkowo G wiem to u góry jest krzyżyk zamknięcia strony :) Nie zmuszam nikogo do czytania, tak samo nie chcę być zmuszana do niepisania, bo ktoś uważa, że nie powinnam. :)

Mała gwiazdeczka na koniec.
Pełna metamorfoza.

Buziaki i do zobaczenia!

Cut crease oraz perfekcyjne brwi

Hejka!

Od dawna słyszę już głosy od wielu z Was, że nie umiecie zrobić brwi perfekcyjnie ani nawet półperfekcyjnie. Doradzam jak mogę, ale w końcu i tak przyszedł czas na tutorial. Dzisiaj zatem będą dwie lekcje- pierwsza z brwiami i druga z coraz modniejszym cut crease.

Lekcja I. "Perfekcyjne brwi"

Najważniejszą rzeczą przy makijażu brwi jest to, aby były bardzo dobrze wyrównane, wydepilowane oraz pokryte henną. Możecie robić to samodzielnie, ale powiem Wam z punktu widzenia osoby oszczędzającej- z czasem Wam się nie chce robić henny, materiał się psuje albo podłącza się cała kobieca część rodziny, "bo skoro już sobie robisz to możesz mi też". Inaczej mówiąc zamiast zadbać o siebie zaczynasz dbać o innych. Z jednej strony fajnie, ale z drugiej strony jakbyś chciała być kosmetyczką to byś zdobyła odpowiednie wykształcenie i otworzyła salon, zarabiając na tym. Także pamiętajcie- nie mylcie uprzejmości z wykorzystywaniem ;)
Inna sprawa zainwestujcie w porządną kosmetyczkę, która zadba o te brwi, a nie naciapie kiepskiej jakości chińską masę i weźmie 15 zł za wosk. Ja wydałam około 30 zł za brwi i jestem z nich zadowolona.
Makijaż brwi zaczynamy od oczywiście podkład, puder, korektory. Czyli jak niżej (sorry specjalnie dla Was bez filtrów upiększających)
1. Wyczesujemy szczoteczką dołączoną do kredek do brwi brew w taki sposób, aby podkład i puder naturalnie z nich zszedł. Każdą z nich zaczesujemy zgodnie z naturalnym łukiem.
Oto mój zestaw małego brwiowca:

MakeUp Revolution moje cienie, ale tu używam matowego brązu, zestaw do brwi z woskiem, pisak do brwi Catrice oraz korektor Affinitone. Nieodłączny jest dwustronny pędzelek skośny oraz pacynka, na którą nakładam korektor, ale to później.

2. Jak już brwi mamy wyczesane to sięgam po pisak, którym od załamania brwi do końca rysuje ostre krawędzie, Potem to samo robię u góry. Jak widać kolory mam zbliżone do henny zatem mogę spokojnie te krawędzie zostawić.
Tak wyglądam w wersji Comics. Pora na uzupełnienie.

3. Sięgam po wosk w tym puzdereczku. Nie jest on niezbędny, ale przydatny jeśli brwi malujemy cieniami. Pozwala utrzymać się dłużej całości na twarzy. Po nawoskowaniu sięgam po skośny pędzelek oraz brązowy cień, którym uzupełniam brwi, nie wykraczając poza linie oraz naturalne łuki.

4. Kiedy już mam brwi uzupełnione czas na ich dopracowanie. Nieraz mi ręka zadrży albo linia będzie krzywa. Wtedy łapię za pacynkę oraz korektor.

Nakładam na pacynkę odrobinę korektoru i wyrównuje linię brwi na dole i u góry. Dzięki takim zabiegom uzyskuję linię idealną i bez zabrudzeń.

Voila! Brwi idealne zakończone. Dajcie znać czy tutek pomocny :)

Lekcja II. "Cut crease"

Nie byłam pewna czy w ogóle ten makijaż u mnie wyjdzie. Myślę, że większość z nas tak myśli. Ja mam opadającą powiekę, a te piękne vlogerki mają tak wielkie powieki, na których można nawet Krzyk namalować albo "Słoneczniki" Van Gogha. A ja? Liche to takie, opada, czas myśleć o kwasach i operacjach plastycznych.
Nic bardziej mylnego!
Sięgnęłam po wschodnią koleżankę, której zazdroszczę niemal wszystkiego. Począwszy od kosmetyków skończywszy na urodzie. Ale dobrze.
Opowiem Wam pokrótce od czego zaczynamy:
1. Matowimy sobie ładnie beżowym naturalnym cieniem całą powiekę. Pozwoli nam to na stopniowanie koloru i jednocześnie nie pozwoli na rolowanie się cieni. A tego my opadające nie lubimy.
2. Wybieramy sobie trzy cienie o jednej barwie ale innej tonacji. Ja sięgnęłam po oranż, szary brąz i brąz, który używam do powiek. Po kolei każdy z kolorów od najjaśniejszego po najciemniejszy aplikujemy na załamanie powieki, ale nie do samego końca zewnętrznego kącika. Tak to wygląda:
Ogółem dość zabawne uczucie. Serio. Moje cienie tak wyglądają bez zblendowania.

3. Zatem je blendujemy czystym pędzelkiem aż się wymieszają i tych dziwnych załamań nie będzie.
4. Potem sięgamy po korektor albo jak ja i Denitslava po podkład. Ja używam Revlon Colour Stay Ivory. Tą pacynką od brwi tak jak mamy załamanie powieki robimy sobie obrys i odcinamy w dół oraz w bok, robiąc w ten sposób odciętą powiekę.
Tak to wygląda po odcięciu.

5. Sięgamy po naturalny cień którym matowimy podkład, potem w kącikach oczu i pod brwiami rozświetlamy białym cieniem, tusz, ew eyeliner i już. Ja zrezygnowałam z mega kreski eyelinerem, ale jednak coś tam namalowałam.
Oto efekt finalny na opadającej powiece:


Można? Można!
Dajcie znać czy tutek Wam się spodobał, a ja zabieram się za ćwiczenia z Mel B :)
Niedługo kończymy, ale zrobimy sobie inne wyzwanie, a co!
Buziaki dziewczyny!

Recenzje cz. 3 Włosy

Cześć dziewczyny!

Długi czas planowałam napisać tego posta, niestety życie mi na to nie pozwalało. Dużo się działo: zdałam teorię z prawa jazdy, zatem cały czas zakuwałam. Moje kochane recenzje musiały odejść na drugi tor.

Jednakże już do Was wróciłam :)
Dzisiaj trochę recenzji, ale na konkretne produkty.
Jak wiecie włosy są w pewien sposób moim oczkiem w głowie, gdyż ze względu na problemy z nimi musiałam dość mocno wgłębić się w to jak je pielęgnować. Włosy mi wypadały, miałam łupież i dużo różnych problemów, które niestety nie szły w parze z lekiem Cud i potrzebowały starannego leczenia.
Teraz kiedy już mam odratowane włosy mogę pozwolić sobie na stałą pielęgnację. I właśnie temu poświęcę dzisiejszą recenzję produktów.

Biovax

Ja po prostu kocham produkty Biovax!
Mogłabym się nimi cała nacierać i spać z nimi jak z przytulanką. Są po prostu cudowne! Zacznę jednak od konkretnego mojego odkrycia. 
Uwierzycie, że w Lidlu (tak, tym dyskoncie) dostępne w sprzedaży są saszetki z maskami marki Biovax? I to nie takie made for tylko naprawdę markowe! Cena bagatelna- 1,70 za saszetkę.
Jak widać na zdjęciu jedna już została zużyta- wersja dla włosów zniszczonych z miodem i cynamonem.
Dobra, ale od początku- saszetka jest jednorazową kuracją, którą trzeba powtarzać co max 5 dzień. Po umyciu nakładacie ją na mokre włosy i na 15 minut zapominacie o tym, co macie na głowie. Potem zimną wodą spłukujecie i tyle.
Pierwszą skonsumowałam tą brązową- kokos, makadamia i argan. I powiem Wam jedno- NIGDY, dosłownie nigdy nie miałam tak pięknych, miękkich, gładkich i pachnących włosów jak po tej masce. Próbowałam wielu specyfików, nawet jedwab na włosy nie pomógł. Dopiero teraz w wieku niemal 30 lat odkryłam czym są piękne włosy.
Przez dwa dni czułam zapach kokosu. Tak samo reagowały moje włosy na maskę z miodem i cynamonem. Nie obciążają włosów, nie powodują łupieżu i ogółem są wspaniałe.
Dzięki takim produktom włosy mam teraz wspaniałe, lśniące i pachnące.
Z tego też tytułu zakupiłam w zestawie za jedyne 29 zł odżywkę i szampon z kokosem i makadamią. Serdecznie Wam polecam, nie szkoda tych pieniędzy. Niejednokrotnie wydawałam więcej a efekty miałam mniej spektakularne.
Wax Angielski

Próbeczki otrzymałam w mojej aptece z produktami dermatologicznymi. Jest to szampon głęboko oczyszczający i odżywka kolagenowa. Szampon już przetestowałam i jestem zadowolona. Co prawda nie wiem gdzie szukać tego wspaniałego oczyszczenia, ale nie powoduje efektu odwrotnego, więc można powiedzieć, że jest ok. Ładnie pachnie, ale jednym z głównych składników jest SLS, co za tym idzie- uważajcie. Niestety na etykietce napisali, że ani SLS ani Parabenów nie ma, ale cóż...skrótu brak, jest za to jego rozwinięcie po łacinie. 
Cena katalogowa 24 zł za 200 ml. Przyzwoita.

4 long lashes szampon

Czy uwierzyć jednej z najbardziej komercyjnych firm dermatologicznych w Polsce? Niestety wielokrotnie wydaje mi się, że jeśli coś ma mega reklamy to mniej inwestuje w produkty. Jednak nie wypróbowałam nic z tej linii dotąd. 
Jeśli Wy posiadacie jakieś opinie albo o szamponie albo o innych produktach piszcie!
Jeśli chcecie bym jakiś dla Was zrecenzowała, inaczej mówiąc- kupiła i napisała co i jak, też dajcie znać.

W dniu dzisiejszym na tyle. Na jutro planuję kolejny wpis, korzystając z dnia wolnego :)
Pamiętajcie, że jestem tu dla Was i jeśli macie jakiś problem to wiecie gdzie mnie szukać.

Buziaki!

Kosmetyki dla kobiet 40+

Dobry wieczór :)

Kierując się Waszymi prośbami zamierzam publikować nieco częściej, ale nie tylko w celu recenzowania produktów jakie posiadam i testuję. Od początku chciałam, aby ten blog spełniał rolę pomocy, jak nie poradnika, bo jak wiecie- żadna ze mnie kosmetyczka. Nie pokażę certyfikatów, a moja wiedza jest jedynie nabyta i rozwijana.

Dzisiaj chciałam zrobić ukłon w stronę kobiet nieco ode mnie starszych, które również muszą o siebie zadbać. Tutaj poza problemami jakie mamy my, młodsze, dochodzą te związane z wiekiem. Dlatego przedstawię parę produktów, które odbiegają może od serii "na każdą kieszeń", ale pamiętajcie- młoda cera może nawet Niveą za 5 zł się posmarować. Dojrzała cera potrzebuje o wiele więcej witamin, mikroelementów i dodatków, które odroczą nieprzyjemności dalszych lat. Oczywiście jeśli kobieta dba o siebie od najmłodszych lat to konsekwencje w przyszłości będą mniej dotkliwe.

Cera 40+

Kobietom w tym wieku niestety pojawiają się już zmarszczki, na tyle głębokie, aby nie przechodzić obok nich obojętnie. Skóra powoli traci na jędrności, traci ten młodzieńczy blask i zaczyna matowieć. Swoiste "błyszczenie", które babeczki męczyło za dzieciaka, matowione pudrami, znika, skóra szarzeje. Ratunkiem wydaje się opalanie, a to największy błąd. Pomijam fakt nadużywania solarium od podstawowego leżenia plackiem całe lato. Kobieta w wieku 40 lat i wyżej musi używać produkty z filtrami, dbać mimo wszystko o to, aby słońce muskało, a nie spalało. Opalenizna pogłębia zmarszczki, nie tylko wizualnie, ale i faktycznie. Przyspiesza starzenie się skóry. Podsumowując. Czego potrzebuje kobieta 40+:
- wyższych filtrów UV
- kolagenów, kwasów hiauluronowych
- preparatów wygładzających
- witamin!!
Tu na chwilę się zatrzymamy. Potrzebne witaminy to:
Za portal abczdrowie:
  • Witamina E (tokoferol) - jest nazywana witaminą młodości, gdyż przeciwdziała starzeniu się komórek, ponadto zapobiega utlenianiu witaminy A. Bogatym źródłem witaminy E są tłuszcze roślinne (oleje, oliwa z oliwek), a także nasiona słonecznika, orzechy, migdały, produkty zbożowe pełnoziarniste.
  • Witamina C (kwas askorbinowy) - zmiata wolne rodniki, które uszkadzają komórki skóry, przyspieszając jej starzenie. Ponadto jest niezbędna w wytwarzaniu kolagenu (podstawowego białka skóry) oraz substancji uszczelniającej śródbłonek naczyń włosowatych, zapobiega też przebarwieniom skóry, ponieważ uczestniczy w syntezie melaniny.
Zatem widzicie, że nie tylko ważne jest to, co kładziemy na skórę, ale i to, co jemy. Część właściwa.

LIERAC

Lierac jest marką stosunkowo drogą, ale przyznam Wam, że jest naprawdę dobry. Możemy kupować Loreale, Rimmele, albo inne kosmetyczne produkty, ale nie uciekniemy przed prawdą, że im wyżej idziemy wiekiem, tym wyżej musimy sięgać na półkach sklepowych.
Powyższa linia Magnificence jest skierowana do osób, które powoli muszą zadbać o jędrność skóry, jej świeżość, nawilżenie i elastyczność. Mamy w niej kremy i serum na dzień i na noc, zatem nie musimy kupować dwóch produktów.
Zanim jednak sięgniecie po właśnie tą linię proponuję udać się do najbliższej apteki z dermokosmetykami i poprosić o próbki.
Osobiście polecam tą markę, gdyż moja mama używa maski Magnificience i jest bardzo zadowolona. Dodatkowo używając cienką warstwę można stosować jako krem na dzień, nie trzeba jej zmywać.
Także warty uwagi jest żel pod oczy niwelujący opuchnięcia i tzw wory. Koszt około 35 zł, efekt od razu widoczny. Także Lierac to mój numer jeden.

LA ROCHE POSAY

La Roche Posay jest nieco mniej polecaną marką, gdyż jej produkty testowane są na zwierzętach. Także jeśli jesteś przeciwniczką takich praktyk, (chyba każdy jest) ale nie przeszkadza Ci użycie- proszę bardzo. Półka tak samo wysoka jak Lierac, ale powiedziałabym w swojej prostocie mniej ekskluzywna. Redermic C to seria dermokosmetyków, które mają działać a nie wyglądać. Każdy z osobna posiada odpowiednio skonstruowany skład w zależności co nas trapi- czy sucha skóra, utrata blasku a może głębokie przebarwienia na skórze.
W każdym razie nie doradzę Wam konkretnego produktu, ale warto spojrzeć na tą markę.

NUXE

Powyższa zielona linia jest skierowana właśnie do kobiet o cerze dojrzałej. Chwalona przede wszystkim  za skuteczność, bardzo dobry skład i formę aplikacji. Osobiście polecam wypróbować serum na dzień, jeśli tylko nadarzy się okazja do uzyskania próbki.

Podsumowując: bez próbek, konsultacji i szukania nie uda się Wam dopasować kremu idealnego dla siebie. Czytajcie opinie i blogi, powiem Wam, że naprawdę mają one duże znaczenie i często uratują Was od utraty sporych pieniędzy.

Ach! Taki smaczek dla osób z problemami głębokich worków pod oczami:

Jest wiele produktów odpowiednich dla wieku 40+ jak Vichy, który jest mocno reklamowany. Jednak ja stawiam na produkty naprawdę dobre i polecane. Mam nadzieję, że nieco Wam temat rozjaśniłam.

I pamiętajcie kochane kobietki- mając 40 lat również musimy robić peelingi, odpowiednio nakładać kremy, oczyszczać twarz i czasami zażywać masażów skóry.

Buziaki!

Recenzje cz. 2

Cześć dziewczyny!

Nie wiem jak Wy, ale ja już mam dość zimy i tej szarości za oknem. Każdy czuje się przygnębiony, ospały i taki nijaki.
Dlatego postanowiłam zerwać z nijakością i wbrew właściwie każdej możliwej osobie- zakupiłam produkty, które grubą krechą przekreślają zimowy nastrój.
Zatem...zaczynamy!

Makeup Revolution  Acid Brights


(zdjęcia pożyczone od Wiktorii Gajewskiej, której aparat lepiej uchwycił realia)

Paletka zachwyciła mnie kolorystyką, jaką mogłam jedynie ujrzeć na chińskich kiepskich paletkach. Poczytałam parę recenzji, opinii i postanowiłam zaryzykować i wydać tą niebagatelną sumę żeby sprawdzić czy koleżanki się mylą.
Pigmentacja jest zależna od tego czym i na co nakładacie. Można uzyskać efekt neonu, ale równiez delikatny. Zatem kolory mogą przerażać, ale na buzi wyglądają pięknie. Utrzymują się dobrze, nie rolują.
Cena: 19 zł
Ocena: 10/10

Catrice pisak do brwi

Wybrałam odcień numer 030 Chocolate Brownie, który i tak okazał się dla mnie bardzo mocny. Nie posługiwałam się wcześniej tego typu produktem, zatem pierwsze ćwiczenia były dość karkołomne. Niestety pisak jest bardzo precyzyjny, co za tym idzie jak zrobisz krzywo to kufa będzie krzywo, niestety tarcie nie pomaga...;/ Nie jest to jego minus, ba, jest świetny, ale na pewno polecam siąść przed lustrem i ćwiczyć! Poszukać tutoriale na YT i ćwiczyć.
Cena: 13,90
Ocena: 9/10

Natura Estonica bio
Ginseng and Acai lifting eyecream
Będąc w moim ukochanym sklepie Syberica postanowiłam wziąć dla siebie parę produktów i nie tyle sprawdzić je dla was, ile po prostu zadbać o siebie. Dotąd nie posiadałam kremów pod oczy, stosowałam arnikę, albo korektory i brnęłam dalej przez życie. Aktualnie zaczęłam używać tego produktu, kierując się jego składem i faktem, że być może zliftinguję moje oczy. :D
Opakowanie jest bardzo ładne, dobrze się aplikuje niewielką ilością produktu pod oczy. Nie szczypie, nie drażni i ładnie przyjmuje makijaż. Na razie nie mam większych zastrzeżeń.
Cena: 14 zł
Ocena: 10/10

Ecolab tonik
Anti Age
Nie podrażnia i nie wysusza. Czy spełnia swoje liftingujące zadania ocenię jak butelki będzie końcówka. Ma delikatny zapach, zresztą specjalnie wybrałam ten, bo jeszcze są fiołki, ale nie wiem jak ty ja wolę pachnąć acają, kawą i jaśminem a nie fiołkiem...brr. Tutaj nie wydam opinii, poczekamy na tą ocenę.
14 zł cena.


Tyle na dzisiaj, mam nadzieję, że recenzje się spodobały :) Dajcie znać i klikajcie lubię to i udostępniajcie dalej!

Wyzwanie z Mel B!

Witajcie kochane!

Dzisiejszy post inspirowany jest głównie tym, że brakuje mi wyzwań, a w rozmowach z Wami zauważyłam, iż nie jestem jedyna.

Dlatego zamierzam od dnia jutrzejszego począwszy podjąć się ponownie miesięcznego wyzwania z Mel B.
Jest to program skonstruowany przez Tipsi z Tips for Women.


Zasady:

1. Odrzucamy całkowicie produkty zawierające:
- cukier
- węglowodany
- skrobię
2. Dozwolone są cukry proste w owocach, warzywach albo dodatek taki jak słodzik albo cukier trzcinowy/ brzozowy inny.
3. Dozwolony jeden posiłek zawierający słodkie w tygodniu. Od Ciebie zależy czy zjesz lody czy batona, ale tylko jednego i tylko w ten jeden dzień na jeden posiłek.
4. Zamieniamy skrobię na nieco zdrowsze produkty, czyli wybieramy produkty wysokobiałkowe albo o niskim IG. Przykładowo kaszę bulgur zamiast jęczmiennej albo ryż dziki zamiast białego.
5. Pieczywo żytnie, wieloziarniste.
6. Jemy pięć posiłków dziennie, w tym węglowodanowe rano, tłuste na obiad, a białko na wieczór.
7. Jedna butelka wody minimum musi pójść każdego dnia.
8. Nie przesadzajmy, ale i dajmy ciału popalić. Musimy się zmotywować.

Oto opracowany program przez Tipsi:


Zróbcie sobie zdjęcie bokiem i przodem w jednym stroju np kąpielowym, albo sportowym. Zmierzcie sobie obwód piersi, ud, ramion, bioder, talii i brzucha. Zostawcie wagę.

Każde ćwiczenia poprzedzajcie rozgrzewką 5 min z Mel, albo 10 min z Tiffany. Kończcie rozciąganiem.

Kto razem ze mną spróbuje i dołączy do wyzwania? Ja z Mel schudłam z brzucha już 13 cm. Ale czas na powrót do niej.

Jesteście ze mną?


Obsługiwane przez usługę Blogger.